Wróżyć, nie wróżyć… Czyli rzecz o czerwonej kokardce.

Zastanawiałam się jakiś czas co też mogłabym na swoim blogu napisać jeśli chodzi o samą tematykę, bo jako mama, w dodatku zajmująca się ezoteryką przecież mam pisać o rzeczach mało przyziemnych! Powinnam i tak dalej. Ale że nie interesuje mnie co powinnam, napiszę o ezoteryce ale w nieco inny sposób. Jak wyżej, czerwona kokardka. Sama posiadam takowe chyba na każdym wózku, ale tylko i wyłącznie dlatego że każdy z nich jest używany i poprzedni właściciele dość trwale je do nich przymocowali. Jestem wróżką, ale nie wierzę w takie czy inne zabobony. Zresztą nikt o zdrowym rozsądku w nie nie uwierzy. A jest ich mnogość, na szczęście mnie ominęła większość mniej lub bardziej zabawnych jak lizanie czoła dziecka… Mamy XXI wiek jeśli ktoś jeszcze o tym nie pamiętał. Za to jak przystało na mamę która jednocześnie jest wróżką – wróżę. Co więcej, robiłam to będąc w ciąży. A czego się nasłuchałam? Że moje dziecko na tym ucierpi, że poronię, że to, tamto… O tym że zaszkodzę dziecku dowiedziałam się nawet od teściowej, na szczęście dość szybko przyjęła do wiadomości że nie, nie zaszkodzę w ten sposób. Oczywiście że są momenty w których nie powinno się wróżyć, ale to nie dotyczy tylko kobiety w ciąży. Samo wróżenie to proces dość wyczerpujący także gdy jest się chorym czy osłabionym nie jest wskazane by to robić, ale przecież to tyczy się większości prac. I nie, jeśli odpowiednio się zabezpieczymy to nie jest w stanie nas nic opętać ani nic się przyczepić. I do jednego i do drugiego zresztą nie trzeba wróżenia, wystarczy solidna dawka negatywnych emocji które są idealną pożywką dla wszystkiego co niekoniecznie jest fajne.
Uwierzcie mi że dla kobiety w ciąży o wiele bardziej niekorzystne jest właśnie takie gderanie nad uchem i mówienie jakie to niekorzystne jest wszystko co robi. Ciężarna musi zadbać przede wszystkim o spokój i pogodę ducha, i jeśli chce wróżyć, ma na to siłę i zajmuje się tym to naprawdę, żadne wasze gadanie o tym co to za sobą niesie nie spowoduje nic dobrego a jej działania nie będą powodem poronienia! Bo tą wersję też słyszałam.
Zresztą jestem żywym dowodem tego że wróżenie w ciąży nie szkodzi, tak mi wróżono jak i ja to robiłam i urodziłam zdrowego, fajnego chłopaka. We wszystkim trzeba umiaru i przyziemności, bo tak jak wiara w lizanie czoła czy nie wychodzenie z dzieckiem z domu do chrztu może odbić się negatywnie bo raz że zarazki, dwa że odporność, bo hartujemy u dziecka od początku, najpierw werandowaniem a potem spacerami.
Drogie mamy i przyszłe mamy, jeśli macie jakieś wątpliwości ważne by wszystko co robicie było w zgodzie z wami samymi, szczęściem i zdrowiem waszych pociech i byście nie dały się zwariować milionem dobrych rad. Bo wróżby mogą zostać uznane za mało przyziemne, a jednak były od początku moim wyborem i nie dałam sobie wmówić że robię źle.
Wróżyłam i będę wróżyć zapewne spodziewając się także drugiego dziecka, co kiedyś jest w planach. Ale na pewno nie pozwolę by czyjeś zdanie wpłynęło na moje postępowanie. Bo to co czyni mamę szczęśliwą, jeśli oczywiście to nie używki, z pewnością nie zaszkodzi dziecku, chyba że lekarz zaleci inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *