motyl2

Karmienie naturalne. Wady czyli praktycznie same zalety

Myśl goni myśl, i tak naprawdę mam pomysłów na kilka wpisów o ile nie kilkanaście naprzód, jednak ani czas ani możliwości nie pozwalają jeszcze na zrealizowanie ich. Albo dziecko usadowione na kolanach mamy. Kochany urwis który przy każdej możliwości próbuje zamordować klawiaturę.

Na fali postów na blogach i ja chciałabym się odnieść do pewnej rzeczy – a mianowicie do karmienia. Bo moje dziesięciomiesięczne dziecko karmione jest i  mam nadzieję jeszcze ze dwa lata będzie, naturalnie. Jest wiele za i praktycznie nie ma przeciw, bo wbrew temu co mówią ludzie, karmienie jest i będzie piękne i naturalne, a do tego nie zawsze łatwe.

Zacznijmy od początku, dlaczego chciałam karmić? Naczytałam się w internecie jakie to proste, dobre i jakie ekonomiczne! Dobre i ekonomiczne, okej. Ale jeśli mowa o proste… Tutaj można zderzyć się ze ścianą, naprawdę, szczególnie że w szpitalach to nie jest miód i orzeszki a dość brutalna rzeczywistość.

Jakie korzyści niesie ze sobą karmienie, szczególnie długie? Na pewno dla mamy. Zmniejsza się ryzyko zachorowania na raka piersi. Naprawdę! I prostota. O wiele łatwiej wyciągnąć cycka i wepchnąć dziecku do buzi niż nocą wstawać i co chwilę robić butelki. Chyba sobie tego nie wyobrażam, wystarczy mi mała próbka ze szpitala. No i bliskość z dzieckiem, jakiej nie zbuduje się na mleku modyfikowanym. To z pewnością też jest korzyść dla dziecka, bo przez miliony lat jednak nasz gatunek wbił sobie w postępowanie karmienie piersią, noszenie, przytulanie. Na szczęście! Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam karmić, nosić i tulić.

A jakie korzyści są dla maluszka? Pokarm z najlepszego pojemnika. Zawsze ciepłe, zawsze odpowiednia ilość, zawsze dostosowane do wieku, pory dnia, temperatury. Ha! I to wszystko z dwóch albo jednej piersi! No i mama zawsze jest przy tym blisko. A mama zawsze według dziecka powinna być blisko.

Kiedy ktoś mnie pyta ile czasu chcę karmić, to zawsze odpowiadam że do trzeciego roku życia. Dlaczego tak długo? Bo do trzeciego roku życia u dziecka jest tak zwany brak odpornościowy gdzie nie wytwarza dostatecznej ilości przeciwciał, a mleko mamy dostarcza mu moje. I złote góry temu kto udowodni że chcę karmić tak długo żeby zaspokoić jakąś swoją potrzebę seksualną. Serio. Bo gryzienie, naciąganie i szczypanie moich piersi i sutków jest szalenie podniecające… Jedyna przyjemność jaka powstaje w tym momencie to bliskość, a i to dzięki oksytocynie, bo podejrzewam że jakby nie ona to żadna mama nie karmiłaby tak długo. Bo to czasami po prostu boli.

Ale dzisiaj wiem że kiedy ja, partner, jego brat i babcia młodego umieraliśmy z odwodnienia i wymiotów na jakiś paskudny wirus młody mimo zapalenia oskrzeli nie zaraził się od nas bo z moim mlekiem dostał przeciwciała. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to po prostu cudowna magia. I jest to warte karmienia pomimo tego że chwilę później biegłam do toalety zwrócić wypitą wodę. Moje dziecko zostało zdrowe, a to dla każdej mamy bezcenne.

No i składniki odżywcze, do szóstego miesiąca mleko mamy pokrywa zapotrzebowanie na wszystkie. No może oprócz witaminy D, ale właśnie po to się ją suplementuje. Trawi się lepiej, praktycznie bezresztkowo, pomaga przy zaparciach, kiedy dziecko jest chore czasami po prostu nie chce nic innego a mleko mamy w przeciwieństwie do tego modyfikowanego ma zawsze inny smak. To dopiero jest fajne, dziecko poznaje nowe smaki już pijąc mleko. Ja czosnek jadłam i jem na potęgę. Cebulę. I nic mojemu synowi nie przeszkadzało. Tylko po rodzynkach jakie zjadłam miał biedny krostki, i nic innego mu nie zaszkodziło. Ryby, mleko w ilości hurtowej, czekolada. Jadłam i piłam wszystko poza alkoholem, co jest naturalne. Co więcej, czasem nawet pozwoliłam sobie na fajeczkę, ale palacz ze mnie wybitnie weekendowy.

A wady? No cóż, chyba tylko to że mleko trzeba systematycznie jednak odciągać najlepiej dzieckiem żeby nie zaburzać procesu laktacji co trochę nas przywiązuje do tego małego szkraba. Ale zawsze jest laktator, można ściągnąć mleko na zapas, wziąć sprzęt ze sobą i wepchnąć słodziaka tacie do pilnowania a samej skorzystać na przykład ze spa. Bo dlaczego nie? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *