Karmienie naturalne – czyli chcieć to móc

Ponownie na fali wpisów które znajduje na różnych blogach chciałabym się z wami podzielić swoimi doświadczeniami jeśli chodzi o karmienie piersią. W pierwszym tego typu wpisie skupiłam się na zaletach, a tu chciałabym już podzielić się drogą jaką przebyłam ze swoim synem. Bo karmię go już prawie 11 miesięcy i mam cichą nadzieję że potrwa to jeszcze naprawdę kawałek czasu.

Od początku. Już w okresie ciąży wiedziałam że chcę karmić swoje dziecko. Ale wraz z porodem przyszło zderzenie z bolesną, dosłownie bolesną rzeczywistością.

Zacznijmy od tego ile trwał poród? 36 godzin. 36 godzin bóli krzyżowych, braku snu i zmęczenia. 36 godzin w czasie których nic nie jadłam, mało piłam, i które teraz wydają się dość mgliste, ale wtedy doprowadziły do jednej rzeczy. Tuż po porodzie nie miałam siły zastanawiać się jak przystawić dziecko i przede wszystkim nie miałam jej by powstało mleko. Tak, tuż po porodzie moja laktacja była na poziomie zero. Tak samo jak i siły. Położne zabrały Mikołaja na noc pytając od razu czym go dokarmiać? Nie pytały czy przynieść na karmienie, czy cokolwiek innego, od razu zostałam poproszona o wybór mleka modyfikowanego. A ja byłam wykończona i w sumie podałam jedyne mi znane.

Dziecko dostałam rano, gdzieś o godzinie szóstej. I… Koniec. Na korytarzach wisiały jakieś mgliste plakaty jak przystawiać dziecko, ale w sumie to tyle. Próbowałam przystawiać małego, ale po pierwsze nie miałam pojęcia jak, a po drugie to nie miałam jeszcze czym go karmić. I nikt mnie nie uświadomił że jeśli nie przystawię to nie będzie!

Położną laktacyjną widziałam dopiero następnego dnia. Tak naprawdę pobieżnie tylko pokazała jak dziecko przystawiać, i jej porady nie wniosły do laktacji nic. Jedyna dobra rada to było podpowiedzenie że powinnam znacznie więcej wody pić. Poza tym szczypanie brodawek i stwierdzenie że tu nic nie ma, że brodawki wklęsłe i mięsiste, że bez nakładek dziecka nie nakarmię. No to posłałam partnera po takowe. Jedyne jakie znalazł to Canpol. I nie, nikt nie pokazał jak je stosować, a dziecko pustych też nie miało ochoty ssać. Dopiero po próbach i błędach własnych udało mi się wymyślić sposób. Do nakładek strzykawką wlewałam trochę mleka modyfikowanego i wtedy dziecko zaczynało ssać. Powtarzałam, powtarzałam i za namową położnych dokarmiałam. Teraz wiem jak duży to był błąd.

W czwartej dobie pobytu wypożyczyłam laktator elektryczny ze sklepiku przyszpitalnego. Jako że nasze leżenie w szpitalu przedłużył najpierw poziom CRP a potem żółtaczka. Ja powoli wpadałam w niezłą depresję, obok mnie dziewczyny zmieniły się 3 razy. Przychodziły do nich tabuny znajomych, rodziny, a ja nie miałam nikogo poza L. I ciągłe słowa pielęgniarek jak one sobie doskonale radzą. Halo! Ja to słyszałam. Z każdą chwilą wyrzucałam sobie coraz bardziej że jestem złą matką, że na matkę się nie nadaję. Przeszło mi nawet przez myśl wyjść na własne żądanie i zostawić dziecko do czasu aż będzie można je wziąć. Personel szpitala nie pomagał, psycholog był obecny raz w tygodniu, czyli w zasadzie się nie załapałam. Dopiero piątego dnia udało mi się laktatorem ściągać tyle żeby dziecko się najadało, oczywiście z butelki… Nikt nie proponował by przestać ją podawać, by coś zmienić…

Z ulgą przyjęłam to że w szóstej dobie wyszliśmy ze szpitala! W domu było ciężko, byłam zmęczona, ale nie musiałam znosić wizyt lekarzy, rodzin, znajomych. Zupełnie jakbym narodziła się na nowo. I dopiero w tym momencie zaczyna się prawdziwa przygoda z laktacją.

Pierwsze kilka dni to była walka o to by odzyskać zaburzoną laktację. Czyli karmienie dziecka w nakładkach a potem laktator i metoda 7-5-3. Czyli odciąganie z każdej piersi na zmianę po tyle minut. Byłam wyczerpana, ale jadłam, piłam, czasem w łóżku z dzieckiem przyklejonym do piersi. Minęły dobre dwa tygodnie zanim odstawiłam laktator i uregulowałam trochę laktację. Cały czas piłam Lactosan, w międzyczasie nakładki Canpolu wymieniłam na Medelę która jest dużo cieńsza i o wiele lepiej się w niej karmi. Cały czas próbowałam karmić bez nakładek ale moje dziecko nie potrafiło złapać. Pierwsze karmienie bez nakładek odbyło się w towarzystwie położnej środowiskowej którą bardzo ciepło wspominam, dało mi nadzieję na to że kiedyś będziemy karmić bez niczego. Cierpliwie pokazała pozycje, dała rady, obejrzała piersi, nie bawiła się w naciskanie. Przez cały pobyt w domu moje dziecko mleko modyfikowane dostało raz – reszta puszki wylądowała w kawie jako witaminizowany zabielacz.

Istotne jest także to z jakiej butelki w końcu piło moje dziecko, bo ja byłam zdeterminowana laktację utrzymać i karmić dziecko piersią. Tu ponownie z odsieczą przyszła Medela z butelką Calma. Butelka nie zaburzająca odruchu ssania u dziecka. Okazała się zbawienie, ale dlaczego?

Nakładki mają sporo zalet. Chronią brodawki, pozwalają karmić przy wklęsłej czy mięsistej. Ale mają też jedną wadę i to taką która jak dla mnie jest ponad wszystkie korzyści – rozleniwiają. O wiele łatwiej pije się w nakładce, nie potrzeba takiej siły ssania ponieważ mleko napływa do nakładki, to takie napełniające się zbiorniczki. No i tutaj laktacja natrafiła na kolejny problem, dobrze że ja wciąż miałam laktator, to trochę wtedy wspomógł. Ale podczas odstawiania dziecka od nakładek, kiedy brodawki już były dobre, laktacja kulała ponieważ dziecko za słabo ssało.

Właśnie z tego powodu to Calma uratowała moje karmienie. Laktatorem ściągałam pokarm, a z Calmy karmił go tata. Do ściągnięcia mleka z tej butelki trzeba się postarać. Oboje płakaliśmy, moje dziecko bo nie potrafiło jeść, i ja bo płakał on… Ale upór wygrał. Dziecko nauczyło się pić z Calmy i bez problemu załapało pierś. Eureka! Od tamtej pory nie jest może idealnie, są małe kryzysy, ale to tylko dlatego że moje dziecko to mały żarłok. Wiem że przy laktacji jest kilka rzeczy które definiują czy karmić będziemy czy nie. Najważniejszą zostawię sobie na koniec.

– Regularne jedzenie i picie przez mamę. Tak, tak. Dopóki nasz organizm nie będzie się miał dobrze laktacja ma prawo się chwiać. Dlatego warto odżywiać się i pić racjonalnie. W tym są wszystkie wspomagacze jak Lactosan, Femaltiker, czy jak dla mnie najlepszy sam ekstrakt słodu jęczmiennego używany zamiast cukru do kawy i herbaty.

– Regularne przystawianie. Prawo popytu i podaży. Jest potrzeba, jest mleko. Dlatego wspomaganie laktatorem powoduje wzrost laktacji, ponieważ odciąga się mleko.

– Spokój. Stres wpływa na laktację negatywnie, i podejrzewam że nad tym pochylę się w osobnym wpisie.

– Silna wola. Bo trzeba po raz pięćdziesiąty tłumaczyć babci że dziecka nie trzeba dokarmiać, nie jest głodne tylko brzuszek boli. I nie, mleko modyfikowane wcale nie jest lepsze od mleka mamy. Moją teściową przekonał dopiero artykuł ze strony Hafiji. Chwała Ci kobieto, uwielbiam Cię czytać.

– Cierpliwość. Serio, bez niej nie karmiłabym chyba nawet miesiąca. Mojemu dziecku zdarzało się wypluwać pierś i krzyczeć bo tak, bo chciał. Ale albo bolał brzuszek, albo coś się działo. A ja przystawiałam, walczyłam i nie przyjmowałam wytłumaczenia że mam coraz mniej pokarmu. Ja robiłam wszystko żeby było go tyle ile moje dziecko potrzebuje. Dlatego nie wierzę w takie słowa, że pokarm zanikł. Nie, takie rzeczy się normalnie nie dzieją bez choroby. Gdyby tak się działo to marny los gatunku ludzkiego. Nie potępiam matek karmiących mieszanką, to ich wybór. Ale nie tłumaczcie proszę że dziecko odrzuciło czy zabrakło, bo to nie jest możliwe. Nie karmię bo nie chce, bo mi się nie chce i temat zamknięty. I nikt nikogo za to nie rozlicza.

Mikołaj niebawem skończy 11 miesięcy i ciągle karmie. Nie podałam mu do tej pory do picia herbatki, soczku, bo nie chciał. Wody dostał troszkę z łyżeczki. Dostaje inne jedzenie ale do picia tylko i wyłącznie pierś. I jest to zdrowy, uśmiechnięty i pulchniutki maluch. Także mamo, jeśli chcesz karmić, to karm, nie zdawaj się na lekarzy i położne bo niestety w tym kraju wiedza niestety nie jest jeszcze o laktacji dostatecznie powszechna, skorzystaj z internetu. Bo matka karmiąca to matka która wie i chce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *