O ambicji słów kilka

Czasami w jakimś pijackim widzie postanawiam że będę ambitna, nie pójdę na skróty i od a do z zrobię jak trzeba. I nieważne co! Ważne jak! Z dzieckiem u nogi, ewentualnie krzyczącym na podłodze tak że żartobliwie nazywamy go dinozaurem. Nie byle jaki stegozaur, tyranozaur z paszczęką ośmiu zębów, czterech w drodze, prowodyrzy rozdrażnienia!

No i wczoraj fasola, ta nieszczęsna fasola! Nawet sobie na tablicy na ścianie rozpisałam menu, tak menu! Żeby uniknąć odwiecznego dylematu i kłótni o obiad. Bo jak coś zaproponowałam i nie spotkało się z akceptacją to parówki, zawsze groziłam że jemy parówki. Ile można jeść na obiad parówek!? Obiad, śniadanie, kolacje! Wystarczy że jak prawie dwa tygodnie gazu nie było to jedliśmy je na zmianę z pizzą i ziemniaczanką. Brrrr.

Nawet gdzieś na grupie na fejsie napisałam jaka jestem ambitna, bo fasola, bo chciałam. A potem tą cholerną lodówkę otworzyłam i zaklęłam, bo moja ambicja to mięso zmielone, z krowy podobno, ale kto ich tam wie? A miała być wołowina, drobno pokrojona, i pomidory a zamiast tego koncentrat… Także jeśli o ambicje chodzi to leży i kwiczy. Ale za to brzuch pełen, dziecko wytulane, a ja nawet chwilę mam żeby na bloga napisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *