Perpetum Bo Myje

No powiedzcie mi jak to jest…

Bo wstałam rano z nadzieją i radością. O ile można kiedy dziecko po dwudziestu pobudkach skacze Ci na brzuch a Ty tylko błagasz, kochanie zrób kawy. Nie, nie takiej jak zwykle. Mocnej, bardzo mocnej! No, tak o łyżeczkę mocniejszej niż zwykle… Z cukrem, z cukrem. Tak wiem że cukru nie miałam jeść! Z cukrem! Pół łyżeczki…

Fasolę wieczorem wstawiłam żeby się namoczyła, jedzenie rzecz ważna. I myślałam, czego najwyraźniej robić nie powinnam, że wstanę i od razu wezmę się za ten obiad! Wieczorem samotną miskę z wodą w zlewie zostawiłam ażeby pędzel namókł i farbą w kolorze zmiksowanego smerfa puścił. Bo w jakiejś szalonej myśli stwierdziłam że czas znajdę bratowej łóżeczko po młodym na kolor pomalować! Ha! I tak wchodzę do kuchni, do zlewu patrzę i słabo mi się robi. No górka. Tu talerz, tam kubek, nawet klocek dziecka się jakiś przyplątał! Płakać mi się chce bo nawet fasoli w czym ugotować nie mam. Żeby ktoś się do tego jeszcze przyznał! Ale nie, nikt przecież tego syfu nie zrobił! Mieszkamy w trzy osoby, dwóch dorosłych dziecko i kot! No chyba kot. Bo jak się okazało za znikające paczki chusteczek to właśnie on odpowiada, przydybany jeszcze z paczką w pysku nawet się nie bronił, odwrócił tylko ogonem, fanty zawinął i zniknął… No to może ten kot? Albo duchy! Tak, nie żeby to na mnie miało zrobić wrażenie, ale może by się na tym i dało zarobić?

Ale kot milczy, jakby kot mu język ukradł, toteż staję przy zlewie i tylko patrzę jak dostarczane są kolejne powody mej rozpaczy. Perpetum Bo Myje. Bo codziennie, kilka razy dziennie i od nowa powtarzane sekwencje. Nawet naczynia te same, i ja ta sama, i rozpacz. I tak dzień w dzień. I dziecko gdzieś płacze przy nodze, a kubek na biurku leży nieumyty. To mój, po tej kawie na dzień dobry zbawienie. Albo żeby się obudzić. Ech, idę myć dalej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *