Mało i drogo, tanio i dużo. Czyli jak musztardą leją wodę

Roztrzepana jestem. I zaspana. Zaspana przede wszystkim, mamy mały maraton z racji wychodzących absolutnie wszystkich czwórek, ja się pytam za co?! Wiem że go boli i tak dalej… Ale mnie teraz boli wszystko, spać się chce, a przez ciągłe wiszenie na cycku… No boli!

 

Na ścianie płaczu w kuchni wypisane mamy potrzebne do życia składniki. Musztarda to już od jakiegoś czasu, i absolutnie zawsze o niej zapominam. O chipsach nie. I o brokułach. Bananach dla dziecka. I jabłkach. Ale musztarda chyba ma jakieś właściwości powodujące amnezje. Bo kupuję ją od… Dwóch tygodni? Ale wczoraj mi się udało! Byłam w trzech sklepach i o niej zapomniałam. Naprawdę. A potem wracam do domu, godzina 20:45 i patrzę na Polo, i myślę… Choroba! No to lecę w nadziei że otwarte do 21. I nawet było. Wpadłam więc do środka, odnalazłam alejkę, jak przeciąg zabrałam dwie sarepskie i rzuciłam się do kasy żeby nie zostawać za długo, przecież ludzie chcą do domów. Stojąc przy kasie zerkam na te swoje zdobycze, wózek chwieje się niepewnie bo Mikołaj ostatnio miewa humorki. Właściwie to darł się tak w drodze do, i w środku też, ludzie zaciekawieni patrzyli co to się dzieje. Ano nic, ja już przywykłam. Patrzę, a te musztardy jakieś dziwne, niby obie sarepskie a jednak kolor nie ten… I z minutę zajęło mi zrozumienie że jedna to Prymat a druga Kamis. Pal sześć że etykietki i wieczka mają inne kolory, słoiczki kształty, ja zauważyłam kolor chrzanionej musztardy. Potrzebuję snu!

 

Kupiłabym Roleski. Kupiłabym, ale zniesmaczona jestem ich podejściem. U nas musztarda jak woda, do wszystkiego. Pasztet, parówka, kiełbaska. Okazjonalnie to i do kaszanki. No i kupowałam te Roleski długo bo dobre, aż zaczęli robić większe opakowania. Najpierw słoiczki dla Tesco. Większe, tańsze i pierwszy zgrzyt. Niby sarepska, no niby tak. Ale smak inny, jakiś mniej doprawiony. Zrzuciłam winę na karb partii i następnym razem znowu kupiłam małą, sporo droższą, niby tą samą.

Ale że Tesco po drodze, to i musztarda znowu zakupiona. I zonk. Bo okazało się że doświadczenie wcześniejsze powtórzone. No chyba mam pecha. Ale wiecie co? Następnym razem kupiłam dużą już w Kauflandzie w opakowaniu PET i to dopiero okazała się niedoprawiona porażka. I tak dwa razy żeby rozwiać wątpliwości że to nie moje widzimisię. A miałam w domu mały słoiczek i różnica była widoczna od razu. Mdła, jasna z dużego i tańszego, kontra doprawiona i barwna, z małego i drogiego. No cóż… Oszczędzają. I kiedy napisałam z tym dictum do Roleski… Myślicie że ktoś się przejął? Wcale. Napisano mi tylko że w opakowaniu PET gorczyca może odparowywać. Hahahahaha! No cóż. Płacz i płać, albo jedz coś co udaje musztardę.

Smacznego z Roleski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *