Rodzina, ach rodzina…

Mam dziś ochotę na wpis nieco inny, gorzki i śmieszny zarazem, jak znaleziona w szafie zapleśniała czekolada kiedy to jesteś na diecie, i uważasz że wszystko co z cukrem zostało z domu wyniesione. Z cukrem włącznie, żeby nie wyżerać wprost z cukierniczki.

To że ostatnio nie jest wesoło to chyba kwestia pogody, przyszło z nad Niemiec czy ki czort. Spuścizna wędrówek międzyludzkich ani chybi!

Z rodziną jak wiadomo, dobrze tylko na zdjęciach. Na szczęście lub nie, nie mam nawet zdjęć, po co sobie psuć nastrój wspomnieniami? Ale do sedna.

Walczę. Odkąd urodził się Mikołaj odbijam się od urzędowej ściany żeby nie spłacać zadłużenia mieszkania rodziców. Nie ja pierwsza i nie ostatnia, na szczęście z pomocą adwokata. Swoją drogą piekielni.pl są piekielnie nieźli, dało radę! Mam nadzieję że niebawem napiszę do mojej historii  epilog, i zamknę ten przeklęty rozdział jak niechcianą szkolną lekturę.

Co do rodziny, samych rozpraw i tak dalej, były już dwie. Na pierwszej decyzja, nie płacę. Ale jest druga, to samo, inny okres czasu. No dobra. Na koniec ignorując ośmiu czy siedmiu świadków oni potrzebują zeznania tadam, tadam, tadam! Moich rodziców. Powiem szczerze że zrobiło mi się słabo. Nie dlatego że mam coś na sumieniu, nie, nie. Po prostu wolałabym zobaczyć się z samym Belzebubem niż z własną matką. Przy niej taka herbatka w piekle wydaje się kuszącą propozycją. Szczególnie że ona już bratu mojemu zapowiedziała że będzie mówić że tam pomieszkiwałam. Cudowna persona. Persona non grata. Jeśli mam być szczera.

Także trzymajcie kciuki, żebym ja wytrzymała, psychicznie i fizycznie. Wezmę dziecko na ręce bo mnie świerzbi, jeszcze dłoń gdzieś poleci a to nie jest tego warte…

Rodzina, ach rodzina.

Bo jako smaczek do wszystkiego powiem tak, zawsze śmiałam się że ojciec mój jest ojcem i dziadkiem wtedy gdy czegoś potrzebuje, od początku namiętnie miętolił o tym jak to powinnam jego na świadka wziąć, że on już zaraz! Powie w sądzie i na rozprawie! I możecie wierzyć lub nie, ale ja byłam święcie przekonana że ta rozprawa jest dziś! Na 10.40! No nie mam pojęcia dlaczego! Ale taką mu datę podałam. A on co? Nie byłby. Jest poza krajem, wraca wieczorem. Czyli na rozprawie będzie bo nie tak jak myślałam. Ale tak by nie był. Nie powiedziałby jak było, i moja matka mogłaby więcej namieszać. Także tego… Ojciec roku. I dziadek. Który wnuka nie widział na oczy. W sumie to nie wiem co powiedzieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *