Prawdziwe oblicze tego słodkiego koteczka.

Rodzicielskie oksymorony

 

Pamiętam jeszcze jak na lekcjach języka polskiego, przerabialiśmy środki wyrazu. Jeden z wtedy dla mnie najzabawniejszych to był oksymoron. Niby taki prosty, a zarazem fascynujący, zaprzeczenie. Idealne do sarkazmu, wielokrotnie potem nadużywany. Jednak gdy tylko urodził się Mikołaj, zaczęłam odkrywać że oksymoron staje się nieodzowną częścią życia rodziców. Bo o ile kiedyś pewne wyrażenia były absolutnie normalne, o tyle teraz mogę sobie o tym czasem pomarzyć. Oto kilka, których zebranie poszło zaskakująco łatwo.

Czas wolny. Hahahaha. No właśnie. Siedzę w domu z dzieckiem, ale żeby napisać ten tekst, musiałam uciekać się do podstępów, odwracaczy uwagi, i co najważniejsze, schować się w najciemniejszym, najczarniejszym kącie domu, z nadzieją że chociaż dwie minuty uda mi się wyegzekwować bez syna uczepionego nogi.

Wypoczęty rodzic. Tu chyba nie trzeba wiele tłumaczyć. Zresztą doskonale łączy się z wyspana mama, nie znam tego pojęcia dokładnie od momentu w którym mamą zostałam. Ani jednego, ani drugiego.

Spokój ducha. Kiedy po raz kolejny „Mikołaj! Zostaw!” przeplata się z „kocie wynocha z kuchni!” i kolejnymi próbami wyrwania synowi z rąk, czegoś jak widelec/suchy sprzed tygodnia chleb zachomikowany pod kanapą/czy szczoteczka do zębów która służy do wszystkiego poza myciem zębów, człowiek nawyka do stanu chwilowo przedzawałowego/przedwybuchowego. Oczywiście dziecko puszcza dopiero po odebraniu mu siłą znaleziska, a kot ucieka jak nad głową śmignie mu plastikowa miska. Siłą rzeczy w człowieka wstępuje natchnienie godne poety, by kolejną panią lekkich obyczajów, zastąpić czymś stosownym. W końcu syn zaczyna rozumieć i łapać więcej.

Miły spacer. Nie wiem jak to wygląda u was, ale u nas spacery, szczególnie te bez wózka to szkoła przetrwania. Ostatnio moje 12 kilo nieszczęścia niosłam ponad 2 kilometry na rękach, bo w ramach buntu wyjścia z placu zabaw (trzeciego), stwierdził że 3 metry na własnych nogach to jego maksimum. W przypadku wózka jest niewiele lepiej, bo albo spacer jest przy prędkości godnej olimpijczyka, albo połowa mija na krzyku, a druga połowa na płaczu.

Praca. Jedno słowo, wiele znaczeń. Przy dziecku pokroju Mikołaja to kradzione chwile, spędzone w ukryciu, w pisaniu na komputerze, bo już, już zaraz, z pewnością będzie ten komputer próbował mi wyrwać.

Cisza i spokój. No cóż, w naszym domu nie jest cicho, monotonnie i narastająco słychać jęk w tonie „mamamamamamamama”. Jeśli żądanie nie zostanie spełnione, albo nie zostanie spełnione dostatecznie szybko, przeradza się w ryk Dzikozaura Reksa. Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie odwiedziła nas opieka.

Ład i porządek. Czyli jak człowiek uczy się kontemplować przestrzeń dookoła, nagle rozrzucone klocki, czy wywrócone na lewo szuflady nie robią wrażenia, a sprząta się to dopiero kiedy zapowiadają się goście.

Życie towarzyskie. Czy te osobiste, czy jako para. Kiedy pojawia się Mikołaj, po prostu nie istnieje. Bo człowiek do cna przesiąknięty macierzyństwem nie ma siły na nic innego. Jeśli nawet jakaś biedna dusza uzna że można się z nami spotkać, dziecko skutecznie skupia na sobie całą imprezę.

Romantyczne wieczory. Czy dni, czy cokolwiek innego. Romantyzm sprowadza się do pójścia rano po chleb, zrobienia obiadu, albo z grubsza ogarnięciu jednego pokoju.

Spokojne siedzenie. Za każdym razem gdy próbuje posadzić, albo położyć swój odwłok na dwie zbawienne minuty, zaraz na kolanach, na sobie, ewentualnie na twarzy, mam całego Mikołaja, albo jego nogi. Nie wiem skąd w dzieciach takie zamiłowanie do siadania rodzicom na twarzy.

To parę, nie oznacza że już wszystkie, z pewnością jeszcze kilka wymyśliłabym na poczekaniu, ale te chyba najbardziej są drzazgą mi w oku. Póki co wracam do monotonii życia, i próby ogarnięciu obiadu, gości się nie spodziewam, więc ciuchy z szuflady na razie omijam szerokim krokiem, w nadziei że jednak nikt na nich orła nie wyrżnie. Życzcie mi powodzenia!

A jakie wy macie oksymorony w związku z rodzicielstwem? Może dopiszecie kilka?

 

Przypominam wam również o trwającym konkursie, i za każdy głos będę wam wdzięczna 🙂

https://konkurs.blog.kik.pl/k/zanetaPiatkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *