Dziś trafi tu szarlotka, w ramach tego by nie był to ani kot, ani Mikołaj ;)

Placki Schrödingera

Czasami w moim domu dzieją się rzeczy jakie nie śniły się fizykom. Prawa tej przyziemnej nauki są nagminnie naginane, a ja uczę się nowych teorii. Na szczęście nie tych spiskowych. Podczas gdy ja w kuchni walczyłam z plackami ziemniaczanymi robionymi bez tłuszczu, dziecko moje po awanturze stulecia dostało swoją porcje, ostatecznie schłodzoną w lodówce, z obawy o własne zdrowie psychiczne, i po to by sąsiedzi nie wezwali opieki. No i dostał 3 pokrojone, całkiem spore placki ziemniaczane do miseczki, widelec, i stołuj się sam! Siedział w pokoju cichutko jak mysz, co skłoniło mnie do wychylenia się z kuchni po niecałych pięciu minutach. I wiecie co? Miska była pusta, od a do z czyściutka. Nawet okruszek się nie ostał. Zaczęłam szukać. Pod łóżkiem, stołem, u kota. No nie ma, amba! Jako że kolejne placki paliły się na patelni, wróciłam do kuchni kontemplując nowe prawo placków Schrödingera. Otóż dopóki placków nie widzisz, są one jednocześnie wyrzucone i zjedzone. Taka superpozycja jedzenia. By sprawdzić swoją śmiałą teorie, dołożyłam do miski jeszcze 3 placki. Mój syn po prostu je wciągnął. Zajęło mu to jeszcze mniej niż 5 minut. Z pełną buzią gadał, plując dookoła plackiem. A jak ja jadłam swoje 3, to patrzył na mnie wilkiem, wiec dostał jeszcze jednego. Pochłonął. Ja wiem że on duży, że rośnie, że to i tamto, ale zastanawiam się nad zgłoszeniem odkrycia nowej czarnej dziury…
Tak, ten kawaler zjadł 8 placków. Bo po wpisie dał radę jeszcze jednego ;)
Tak, ten kawaler zjadł 8 placków. Bo po wpisie dał radę jeszcze jednego 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *